Adam Małysz dziś pozamykał usta niedowiarkom. Zrobił to nie pierwszy raz i tym bardziej potwierdził swoją klasę. Jak to Szaranowicz wystrzelił – „Małysz przyzwyczaił nas do tego, że robienie rzeczy genialnych jest dla niego czymś zwyczajnym„. I trudno się nie zgodzić. W realne szanse Małysza na Olimpiadzie niewielu wierzyło. Hype nakręcany był w głównej mierze przez media. Uważne kalkulacje jednakże podpowiadały co innego. Ammann, Schlierenzauer, Morgenstern – to były nazwiska mające realne szanse na triumf. A przynajmniej szanse o wiele większe niż nasz Małysz. Tymczasem P0lak po raz n-ty wspiął się na wyżyny i tym razem wygrał olimpijskie srebro na normalnej skoczni (K95). Simon Ammann był po prostu poza zasięgiem kogokolwiek. W takich chwilach kolana same się zginają a ręce składają do oklasków. Brawo! Oby szybko wywalczony medal pomógł pozostałym Polakom startującym w Vancouver. Trzymam kciuki!